Przez nieudolność urzędników miejskich niepotrzebnie sparaliżowano na tydzień ruch pociągów w stolicy.

Połczyńska, węzeł Żaba, al. Jerozolimskie, Grójecka, Czecha - na tych ulicach w Warszawie w ostatnich latach wymieniano wiadukty nad torami kolejowymi. W żadnym przypadku nie spowodowało to poważniejszych utrudnień w ruchu pociągów. Tymczasem wymiana wiaduktu w ul. Żelaznej spowodowała wielodniowy paraliż najruchliwszej trasy kolejowej w Polsce. Najpierw na kilka dni wyłączono całkowicie ruch pociągów WKD, teraz na 3 dni wyłączono ruch pociągów dalekobieżnych, później to samo czeka pociągi podmiejskie.

Czy do rozebrania części wiaduktu nad torami dalekobieżnymi potrzebne były aż trzy doby? Zdaniem Krzysztofa Rytla - Społecznego Rzecznika Niezmotoryzowanych wystarczyła kilkugodzinna przerwa w nocy, kiedy i tak ruch pociągów jest minimalny. Tak się działo w przypadku podobnych inwestycji w Warszawie, ostatnio w Poznaniu budowa wiaduktu autostrady A2 wywołała tylko dwugodzinną przerwę w ruchu. Wykonawca powinien zgromadzić wystarczającą liczbę ludzi i sprzętu, a to powinno być wymuszone warunkami przetargowymi, przygotowanymi przez inwestora, czyli miasto. Postanowiliśmy sprawdzić czy wykonawca maksymalnie wykorzystuje zarezerwowany kosztem utrudnień dla pasażerów czas. W poniedziałek o godzinie 22.15 na budowie panowała cisza i spokój. I nic dziwnego... bowiem większość prac była już wykonana. Strop wiaduktu był już rozebrany, pozostało jedynie odtworzenie trakcji. Nie ulega wątpliwości, że gdyby użyto dwóch dźwigów zamiast jednego, całość można było wykonać w kilka godzin.

Fatalna organizacja inwestycji spowodowała wiele utrudnień dla pasażerów. Do rzecznika zgłosił się ze skargą pierwszy pasażer, który wróciwszy w sobotę z urlopu nic nie wiedział o zmianach, a w poniedziałek udał się na pociąg którym zwykle jeździ, na dworzec Centralny, gdzie dowiedział się, że jego pociąg odchodzi zgodnie z rozkładem za dziewięć minut, ale z dworca Zachodniego. Zdążył na pociąg, ale musiał zapłacić za taksówkę i wypisanie biletu przez konduktora. Teraz domaga się zwrotu tych kosztów. Niestety Prawo Przewozowe nie przewiduje w takim przypadku zwrotu dodatkowych kosztów przez przewoźnika. Wprawdzie art. 18 mówi o obowiązku przewoźnika zapewnienia bezpłatnego przewozu na odcinku na którym zmienił trasę, ale tylko w przypadku kiedy trasa pociągu jest niezgodna z zawartą umową - czyli zakupionym biletem. Odszkodowania mogą żądać jedynie podróżni, którym z powodu przeoczenia sprzedano bilety z, bądź do stacji Warszawa - Centralna, na dzień w którym pociąg nie wyruszał, bądź nie dojeżdżał do tej stacji.

Zdaniem Krzysztofa Rytla, za zamieszanie odpowiadają władze Warszawy i to one powinny zwracać koszty spowodowane tym zamieszaniem. Dlatego też prosi podróżnych, którzy ponieśli dodatkowe koszty z winy zmian w rozkładzie o zgłaszanie się do Rzecznika, który zamierza złożyć grupowy wniosek o zwrot kosztów do prezydenta Warszawy. Prosimy o zachowanie rachunków wraz z biletami kolejowymi i zgłaszanie się pod nr 6217777, bądź e-mail: rytel@poczta.onet.pl.