W sobotę 16 czerwca przez stolicę przeszła druga Piesza Masa Krytyczna. Podobnie jak za pierwszym razem [zobacz >>>] rozpoczęła się przy rondzie de Gaulle'a.

Relacja z marszu

Ekipa Zielonego Mazowsza przyszła na miejsce zbiórki per pedes.

Kiedy do ostatniej chwili trwały przygotowania plansz z hasłami...

...nie próżnowali też licznie obecni dziennikarze i fotoreporterzy. Na zdjęciu wypowiada się pani Zofia, która razem z mężem i sąsiadami zabiegała o przejście dla pieszych zamiast kładki na ul. Czerniakowskiej przy Chełmskiej i po wieloletniej walce odniosła sukces.

Oficjalne powitanie i rozpoczęcie zgromadzenia.

Drzewa przy miejscu zbiórki i chmury dawały osłonę przed słońcem. Niestety, podczas marszu można było poczuć się jak w tropikach i doświadczyć skutków braku drzew pełniących zbawienną rolę podczas upałów.

Przejście Traktem Królewskim na plac Trzech Krzyży, pokazało, kto może w Warszawie czuć się po królewsku. Po przejęciu parkingów na placu przez miasto, samochody mogą najeżdżać maskami na przylegający chodnik. Dla pieszych, po odjęciu skrajni od strony jezdni, zostaje metr chodnika.

Na placu Trzech Krzyży proporcje między zielenią a asfaltem i betonem mówią same za siebie. Właściwie jest to parking i węzeł drogowy. Miejsce dla zgromadzenia znalazło się dzięki sobotnim pustkom na parkingu.

Obecni na Masie subtelnie sugerowali, że można tę przestrzeń wykorzystać lepiej.

Następnie pochód przeszedł ul. Mokotowską w szpalerze zaparkowanych samochodów.

Ich nadmiar sprawia, że gdy latem w sposób zupełnie naturalny gastronomia próbuje wyjść na powietrze, koliduje to z podstawowymi funkcjami chodników, a klientów zmusza do oglądania karoserii.

Oczy otwarte na Warszawę codziennie przyglądają się zmaganiom "biedapieszych" na kostce Bauma.

Na jednym z postojów Ludmiła, „kobieta po przejściach podziemnych”, przypomniała o patologicznym obszarze ronda „Czterdziestolatka”. Mimo że potrzeba przejść naziemnych jest tam szczególnie oczywista, władze miasta od trzech lat robią wszystko, by odwlec jej zaspokojenie [zobacz >>>].

Na Kruczej ostało się trochę drzew. Ale niewiele zyskuje na tym klimat ulicy zdominowany asfaltową rzeką jezdni – niebezpieczną, niewygodną, tłoczącą rozpalone powietrze do wysp ciepła.

Po godzinnym spacerze przez przegrzane miasto uczestnicy mogli odsapnąć w cieniu drzew na placu Konstytucji (dziwnym trafem przeoczonych przez ministra Szyszkę) i przygotować się do kulminacyjnego punktu programu czyli...

...wyścigu z czasem, który daje tu pieszym sygnalizacja świetlna. Trzeba biec, aby w jednym cyklu pokonać obie jezdnie.

Zwycięzcy wyścigu przy brawach publiczności łapią oddech po ćwiczeniach zapewnianych przez stołecznych drogowców.

Na koniec rower towarowy dowiódł swej użyteczności i pojemności, mieszcząc wszystkie plansze z hasłami.

Nieobecni

W ubiegłorocznej masie uczestniczył dyrektor ZDM Łukasz Puchalski [zobacz >>>]. Tym razem mimo licznych zapowiedzi marszu w mediach nie pojawił się na nim żaden urzędnik z ratusza. Czyżby decydenci obawiali się pytań, kiedy wprowadzą obiecane zmiany na rondzie Czterdziestolatka [zobacz >>>] i kiedy zmianę ich nastawienia do pieszych da się wreszcie odczuć nie tylko w słowach ale i w czynach?