Przez kilkanaście lat niszczał sobie połamany chodnik na ul. Czecha. Chodnik, w którym jak w zwierciadle przeglądała się równie zaniedbana kładka. Piesi idący na osiedle od przystanku dawno przestali z niego korzystać, co było o tyle słuszne, że lepiej i bezpieczniej się szło przedeptem, nawet po kostki w błocie, niż ryzykowało złamanie nogi na powyłamywanych płytkach.

Dzięki interwencji w Biurze Drogownictwa i Komunikacji, na miejscu w końcu zjawiła się ekipa miejskiego Zakładu Remontów i Konserwacji Dróg (ZRiKD). Każdy powie, że lepiej późno, niż wcale, a poza tym, jaka w tym sensacja? Otóż pracownicy ZRiKD po zakończonej robocie przystąpili do obywatelskiej edukacji i dla informacji przechodniów nakreślili na chodniku strzałkę oraz napis, wskazujący że nie należy więcej korzystać z przedeptu.

Cóż, niby słusznie, ale patrząc na to, jak ten chodnik ułożono, mam wątpliwości, czy ktokolwiek w to uwierzy i zacznie nim chodzić. Stefan Wiechecki, popularny Wiech, pisał kiedyś o Dworcu PKP Ochota i jego okolicach, że one celowo tak wyglądają - w razie wojny nieprzyjacielski lotnik przyleci, pomyśli, że tu już bombardowano i bomb nie rzuci, co dworzec niewątpliwie uratuje. W przypadku tego chodnika wrażenia mam te same - czy to jest równy chodnik po naprawie? Oceńcie sami, bo jest jak zwykle: jezdnia - gładka jak stół, a dla pieszych resztki.